„Jakim cudem tu jesteśmy, jak mogliśmy
się spotkać tutaj dzisiaj, jeżeli nie przez prostą grę złudzeń, reguł
przyjętych i uznanych, talia kart w rękach obłąkanego…”
J. Cortazar „Gra w klasy ”
Talia kart w rękach
obłąkanego…coś mi się odbiło echem, gdy wziąłeś karty i zacząłeś je tasować.
Klap
Klap
Klap
Spadały kolejne karty a my
siedzieliśmy gdzieś pomiędzy kolejnym dzwonkiem, dama z królem, dama z jopkiem,
gdzieś pomiędzy winem i sercem zaplątani. Talia kart…
Tas
Tas
Tas
Pomiędzy figurami plączą się
kolejne numery, a ja widzę tylko krzyże…
I ta ćma, latająca wokoło
żarówki. Szczerze mówiąc miałam ochotę zacząć czymś w nią rzucać i krzyczeć,
krzyczeć w głos i biegać tak bezładnie jak ta ćma.
Przetasowanie kart- as kier z
dwójką wino. Spotkali się gdzieś w środku pomiędzy sercami.
A ja jak zahipnotyzowana mam
ochotę patrzeć na tą ćmę.
Ćma… -dziecię
nocy. Pozornie bezładny lot zmieniający się w spiralę dążenia ku światłu, nie
jest on taki chaotyczny jakby się mogło wydawać. Gdzieś mi się kołacze w
głowie, że ona zawsze ma światło po lewej…? Po prawej…? Nie, nie po lewej ! tak
po lewej stronie. Ale to tak trudno sobie przypomnieć lawirując pomiędzy tymi
dźwiękami kart. Tymi wżynającymi się w umysł ostrymi dźwiękami, brzmiącymi jak
wyrok dla tych którzy nie będą mieli dziś szczęścia.
A Ty Mówisz- „ Bo widzisz, my,
oni tamci, nie mamy przeciw czemu się buntować. Prawda jest taka, że nie mamy o
co walczyć, do czego dążyć….”
dalej cie nie słucham i tylko
skwapliwie przytakuję głową.
Widzę to oczyma wyobraźni, to o
czym tak mówisz: Dziewczyna przebiegająca na czerwonym świetle, gnająca dokądś;
facet z długimi włosami i naszywkami na zielonej torbie uważający, że w ten
sposób uchroni świat od gniewu, który wynosimy z domu. Jezus gnijący na krzyżu,
z którego ran wycieka czarna krew, wypadek samochodowy ze śmiertelnymi
ofiarami, gwałt na siedmioletniej dziewczynce….wszystko to budzi te same emocje
co ćma kręcąca się wokoło płomienia, tasowana talia kart- wszystko jest
dozwolone, bo zgubiliśmy się w tym gdzieś, zeszliśmy z właściwej ścieżki.
Wszystko to jest takie bezpłciowe bez twarzy, bez wyrazu.
Ale ja czuje się bezpiecznie
patrząc na ciebie i wdając się w pseudofilozoficzną dyskusję o bezsensie buntu
w tych czasach.
I mam ochotę wyjść z tego pokoju-
wstać i zobaczyć tych ludzi, uciec zanim zabiję tę ćmę za to przeciwieństwo! Za
to, że ona potrafi spalać się w swoim pożądaniu…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz